O tym, że Klienci potrafią być wymagający i zmienni w swych ocenach wiedzą wszystkie osoby, które kiedykolwiek miały do czynienia ze sprzedażą. Narzekają, przebierają w ofertach i trudno im czasem dogodzić, pomimo tego, że człowiek dwoi się i troi. Jeśli tylko uważniej przysłuchamy się rozmowom Polaków, to z pewnością stwierdzimy, że narzekanie na wszystkich i na wszystko to nasz sport narodowy. Z moich obserwacji wynika, że plasuje się ono tuż za niezmiennymi liderami, czyli subiektywną analizą życia społeczno-politycznego w kraju oraz referowaniem obecnych dolegliwości zdrowotnych. Gwarantuję, że kilka kursów autobusem komunikacji miejskiej, a zaoszczędzimy na prasie codziennej (dwóch panów obok nas streści jej zawartość i wzbogaci własnym komentarzem), nauczymy się nowych chorób, o których istnieniu nawet nam się nie śniło i rozpoczniemy "dietę cud", bo po tym jak starsza pani uraczy pół autobusu opowieścią o swoich dolegliwościach wewnętrznych, przez kilka godzin nic nie weźmiemy do ust. I oczywiście do tego nieustanne komentarze, narzekanie na to, że źle się dzieje, że nikt nie wie jak to będzie itp. itd. A to wszystkie te usługi dodatkowe w promocyjnej cenie biletu komunikacyjnego?
Jeśli podróż środkami transportu miejskiego nie przypadnie nam do gustu, to zawsze możemy skorzystać z dobrodziejstw Internetu. A tam skargi, żale, krytyka i oszczerstwa wylewają się ze stron www, forów, blogów i portali społecznościowych. Dlaczego? Bo wielu użytkowników wciąż błędnie sądzi, że "pozorna" anonimowość internetowa zapewni im bezkarność i bezpieczeństwo. A skoro nikt o mnie nic nie wie, to mogę kogoś obsmarować. Dodatkowo założenie dziś strony www czy bloga nie wymaga fachowej wiedzy informatycznej. Potrzeba tylko czasu i chęci. A nic tak nie przyciąga uwagi innych jak kontrowersje i możliwość zwymyślania innych. I tak interes kwitnie.






Po 14 czerwca 2010 roku nic już nie jest takie samo. Tego bowiem dnia wierzyciele i firmy windykacyjne uzyskały nowy straszak na opornych dłużników. Jeśli suma twojego zobowiązania przekroczy kwotę 200 zł, to możesz trafić na listę dłużników w Biurze Informacji Gospodarczej. Dla dłużnika oznacza to tylko kłopoty, kłopoty i jeszcze raz kłopoty. Chcesz kupić lodówkę? Wziąć telefon komórkowy na abonament? Wynająć mieszkanie? Podpisać nowy kontrakt biznesowy? Zapomnij o tym. Będąc na liście nie skorzystasz z tych przywilejów. Jak trafić na listę? To bardzo proste. Wystarczy mieć dług, a potem sukcesywnie odmawiać jego uregulowania. Chwila czasu, parę nieodebranych listów poleconych i sprawa trafia do sądu. A tam w trybie zaocznym sędzia zgodnie z prawem może uznać dług na podstawie przedstawionych dokumentów i już wystawia wezwanie do zapłaty. Nie zapłacisz? Nic nie szkodzi, po dług zgłosi się windykator. Odmówisz? Dostaniesz list polecony z informacją o wezwaniu do zapłaty. Nie odbierzesz? Proszę bardzo, ale odmowa Cię nie uchroni przed niczym. I tak trafisz na listę dłużników. Straszne? Być może, ale jak powiadali rzymianie "twarde prawo, ale prawo".