Na Zachodzie są już częścią społecznego krajobrazu. W Polsce dopiero zaczynają się ujawniać. Nadal pozostają zjawiskiem na pograniczu fantastyki. Część zazdrości im luksusu wolności i niezależności. Część odsądza od czci i wiary, wytykając egoizm i nastawienie na konsumpcyjny styl życia, pozbawiony wartości wyższych. O kim mowa? O "DINKSach".
DINKS (od angielskiego: double income no kids czyli podwójny dochód, brak dzieci) jest tym modelem związku dwojga ludzi, w którym nie przewiduje się miejsca dla dzieci. Przez ostatnie dziesięciolecia pojęcia rodziny i małżeństwa uległy pewnej modernizacji. Obowiązujący powszechnie patriarchat, powoli przechodził w stronę związków partnerskich. Pojęcie małżeństwa straciło też swoją cechę nierozerwalności, pewnego rodzaju wieczności i pewności jutra. Dzisiaj bardzo często młodzi ludzie z łatwością stwierdzają: zawsze można się rozwieść. Oczywiście, okazuje się nawet że wielokrotnie. Na te zmiany w postrzeganiu rodziny i małżeństwa wpływ miał cały postęp cywilizacyjny. Kobiety coraz rzadziej dobrowolnie decydują się na zostanie w domu i pilnowanie "ogniska". Kobieta przestała być tylko matką, chce być żoną, kochanką, świetnym pracownikiem. Socjologowie zwracają też uwagę na to, że rodzina jako, pewnego rodzaju, instytucja przekształciła swą rolę z produkcyjnej w konsumpcyjną. I w ten nurt wpisują się właśnie rodziny, żyjące w modelu "podwójny dochód, brak dzieci".
I nie dotyczy to tylko dziewczyn, czujących się bezpiecznie, żyjąc w związkach "na kocią łapę" ani wiecznych chłopców, którzy nie chcą dorosnąć. Dinksy to małżeństwa. Kobieta i mężczyzna żyją razem, zarabiają, często dużo, stawiają na karierę zawodową. Nie chcą odmawiać sobie niczego. Poza posiadaniem dzieci. Zdecydowanie deklarują, że przedłużanie rodu ich nie interesuje. Coraz częściej się tego nie wstydzą, mówią otwarcie i głośno. Jakie osoby decydują się na taki styl życia?
Pomyśl zanim wyślesz - Dzień Bezpiecznego Internetu.
Wtorek, 09. Luty 2010 07:56
Jakub Frankiewicz
"Pomyśl zanim wyślesz" to hasło tegorocznych obchodów Dnia Bezpiecznego Internetu (DBI), które w tym roku wypadają 9 lutego. Hasło i towarzysząca mu kampania mają zwrócić uwagę Internautów na zagrożenia jakie niesie ze sobą nierozważne publikowanie prywatnych treści w Internecie.
Pomysł na obchodzenie DBI zrodził się w 2004 roku z inicjatywy Komisji Europejskiej i jest on realizowany w ramach programu "Safer Internet". DBI ma za zadanie inicjowanie i propagowanie działań na rzecz bezpiecznego dostępu do Internetu, ze szczególnym naciskiem na ochronę dzieci i młodzieży. W ramach akcji odbywają się spotkania, targi, wykłady i pokazy, które mają zaznajomić rodziców, nauczycieli i wychowawców z problematyką bezpieczeństwa dzieci w Internecie oraz nagłośnienie tematu bezpieczeństwa online. Dzień Bezpiecznego Internetu w Polsce obchodzony jest od 2005 roku, a jego organizatorami są Fundacja Dzieci Niczyje (FDN) oraz Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa (NASK), tworzące Polskie Centrum Programu "Safer Internet". Zobacz tegoroczny program.
[ Bardzo ciekawy artykuł, który zaciekawi wszystkich miłośników gier. Warto przeczytać]
Kiedyś przejście gry było prawdziwym wyzwaniem. Człowiek spędzał przed ekranem okrągły miesiąc, wściekał się, irytował, a potem cieszył jak dziecko z każdego, drobnego nawet sukcesu. Dziś sytuacja wygląda inaczej - programy są łatwiejsze, przystępniejsze, krótsze. I choć trafiają się produkcje naprawdę trudne, to jednak ogólny trend zaczyna niepokoić. Ale czy wszystkich? A może to dobrze, że gry stają się prostsze? Entuzjasta:
Jasne, że tak! Nie należy tutaj generalizować i wrzucać wszystkich gier do jednego worka, nawet pod względem stopnia trudności, ale ogólnie są po prostu nieco bardziej przystępne. Mają lepsze tutoriale, intuicyjne sterowanie, gra jest przyjemnością i nie powoduje frustracji niepowodzeniami, zaś same gry przestają być rozrywką przeznaczoną wyłącznie dla wąskiego grona zapaleńców. Grają całe rodziny, od najmłodszych do najstarszych, doskonale się przy tym bawiąc. Poszerza się krąg odbiorców, zwiększają się budżety, poprawia się jakość gier, a rozwój jest konieczny. W dodatku wcześniejsze ankiety wykazały, że znakomita większość graczy (ponad 90%) nie kończy zaczętych gier. Dla mnie jest to nieprzyjemne uczucie i choć może takie "Modern Warfare 2" jest zbyt krótkie (w "Dooma" grało się kiedyś wielokrotnie dłużej), to wynagradza to multiplayer. Moim absolutnym faworytem jest za to "Uncharted 2" - idealnie dopracowana, wysokobudżetowa produkcja o wyważonym stopniu trudności, z kilkunastogodzinnym trybem dla jednego gracza i multi na dokładkę. Zdołam przejść, doskonale się przy tym bawiąc, a później i tak nie odłożę na półkę, bo jest zwyczajnie za dobra.