Ile jest zawodów i specjalności w Polsce? Prawie 1900, z czego najwięcej w grupie określonej mianem specjalistów - prawie pół tysiąca, najmniej - w siłach zbrojnych - kilku. To oficjalna klasyfikacja Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Na liście jest jednak wiele zagadkowych i niepopularnych profesji, a nawet ? wróżbita.
Arkadownik, giloszer, liczarz, eguterzysta, topiarz fryty, kesoniarz, mygłowacz czy zoopsycholog ? to tylko część zagadkowych zawodów z oficjalnej listy. Co kryje się pod trudnymi nazwami? Zwykle są to wyspecjalizowane, niszowe profesje, które wykonuje kilka-kilkanaście osób w kraju. Niektóre wymienione w ministerialnej klasyfikacji zawody można wykonywać jednak już po krótkim szkoleniu. Czy opłaca się pracować w niszowym zawodzie?
- Tak, o ile trafi się w rynek i praca sprawia przyjemność - mówi Marek, który jest gemmologiem. Gemmologia (z łac. gemma i gr. logos) jest nauką o kamieniach szlachetnych i ozdobnych stosowanych w jubilerstwie i zdobnictwie. Marek skończył w Polsce szkołę policealną złotniczo -jubilerską, jednak nie jest zadowolony z poziomu nauczania w naszym kraju Kamieniami zajmuje się od 10 lat, dokształcał się także na kursach w USA. " W Polsce ciężko się nauczyć tego zawodu, nie wszyscy zdają sobie sprawę, że gemmologia jest skomplikowaną nauką. Trzeba określać cechy jakościowe barwnych kamieni szlachetnych i ozdobnych, a tu wszystko tak naprawdę podlega ocenie metrologicznej. Gemmolog określa barwę, odcienie oraz inne efekty optyczne kamieni. Jako nauka o kamieniach szlachetnych i kamieniach ozdobnych gemmologia jest dziedziną młodą, chociaż jej podstawy kształtowały się już w czasach starożytnych. Znawcy kamieni szlachetnych, np. diamentów zarabiają tysiące dolarów. Wydają kamieniom szlachetnym certyfikaty, gwarantujące ich prawdziwość. Co składa się na wycenę diamentu? Masa kamienia liczona w karatach, kolor (jest 19 stopni określających barwę diamentu). Na opis diamentu składa się jeszcze czystość, którą bada się za pomocą lupy, zwanej tripletem, a polega to na sprawdzeniu wewnętrznych i zewnętrznych cech zanieczyszczeń diamentu (jest 10 stopni w klasyfikacji). Na końcu sprawdzane są proporcje szlifu. Odpowiedni szlif (nie za płytki i nie za głęboki) zapewnia diamentowi tzw. ogień, czyli najwyższa jakość połysku.
Nie każdy z tajemniczych zawodów wymaga tak skomplikowanych umiejętności i doświadczenia, jak profesja gemmologa. Żeby zostać np. mygłowaczem, czyli układaczem mygły tzn. stosów ściętego drewna w lesie, wystarczy wykształcenie podstawowe i 10-minutowe szkolenie. Pracodawcy zatrudniający mygłowaczy to np.: Lasy Państwowe i urzędy gmin. Praca nie jest dobrze płatna (około 1200 zł brutto), ale mygłowacze dorabiają w tartakach, albo przy innych pracach w leśnictwie. Niewielkich kwalifikacji pracodawcy, głównie supermarkety i banki, oczekują od liczarzy, czyli osób przeliczających pieniądze w kasach i bankomatach. W ogłoszeniach pojawiających się na portalach internetowych wymieniane są następujące predyspozycje: dokładność, sumienność i doświadczenie w pracy przy kasie. Mimo, że sami zajmują się pieniędzmi, liczarze nie zarabiają dużo - od 1,5-2 tys. zł.
Lepiej płatne jest zajęcie giloszera, który obsługuje tzw. gilotynę w zakładach przemysłowych, np. w hutach szkła (giloszer szkła) lub metalu. W wytwórniach papierów wartościowych giloszer to artysta - rzemieślnik, który zajmuje się np. komponowaniem z nitek ramek w papierach wartościowych. Zarobki giloszerów to jakieś 4,5-5,5 tys. brutto. Giloszerowi blisko do eguterzysty, przynajmniej jeśli chodzi o miejsce pracy. Eguterzysta to zawód polegający na konstruowaniu osprzętu służącego do robienia hologramów lub znaków wodnych na papierach. Obie profesje nie są popularne, jednak specjaliści w dziedzinie zabezpieczeń papierów wartościowych i pieniędzy są poszukiwanymi pracownikami, podobnie jak galwanizerzy.
Galwanizer to wykwalifikowany pracownik, który w procesie galwanizacji wykańcza powierzchnie przedmiotów metalowych dla celów technicznych lub dekoracyjnych. Zajęcie jest dość dobrze płatne, ale niebezpieczne. Galwanizerzy są narażeni na wiele substancji chemicznych, które mogą być przyczyną zatruć, poparzeń chemicznych, uczuleń oraz przewlekłych chorób układu oddechowego. Na te dolegliwości narażony jest także topiarz fryty, który zajmuje się pracą przy piecach służących do wytapiania fryty, czyli materiału do produkcji szkliw ceramicznych.
Kesoniarz z kolei jest także technicznym zawodem, który wymaga dużych umiejętności i bardzo dobrego stanu zdrowia. Kesoniarz spawa, naprawia usterki, wykonuje prace w kesonie, czyli skrzyni stalowej lub żelbetowej, w której po zatopieniu (np. w rzece) wykonywane są prace hydrotechniczne na dnie zbiorników wodnych. Ze względu na brak dekompresji, u ludzi pracujących w kesonach rozwija się choroba kesonowa. Kesoniarzy zatrudniają porty i stocznie oraz firmy budujące mosty, platformy czy nabrzeża. Zarobki zwykle ponad 5 tys. zł.
Praktyka pokazuje, że klasyfikacje nie zawsze nadążają za życiem. W klasyfikacji ministerstwa znajdują się dość popularne zawody rzemieślnicze, na których usługi jest coraz mniejszy popyt: kożusznik, cholewnik. Nie ma natomiast zajęć poszukiwanych ostatnio przez pracodawców: mystery client czy wedding planner, które mają już swoje polskie odpowiedniki: tajemniczy klient i organizator ślubów. Monika Tryc, osoba rekrutująca w agencji zatrudnienia Manpower wskazuje właśnie na te dwie profesje, jako modne. Organizatorzy ślubów z reguły zakładają własną działalność gospodarczą. Średnia cena, jaką życzą sobie za zorganizowanie wesela to 3-4 tys. zł.
Jeśli chodzi o tajemniczego klienta, firmy z branży FMCG czy usług najczęściej rekrutują studentów do takich zadań. Stawki są różne w zależności od sektora, zwyczajowo od 10 zł brutto za godzinę. Ostatnio pojawiła się jednak dobrze płatna oferta dla tajemniczego klienta, który miał badać jakość usług kancelarii prawniczych. Pracodawca oferował 10 tys. zł brutto. Tajemniczy klient weryfikuje jakość usług, podejście sprzedawców do klientów według kryteriów ustalonych ze zleceniodawcą. Czasem klasyfikacje nie nadążają za rynkiem pracy, ale czasem wyprzedzają tendencje. Tak jest w przypadku psychologa zwierząt. Polska jest jedynym z niewielu krajów w Europie, który doczekał się regulacji zawodu zoopsychologa. Aktywnych speców od psychologii zwierząt w Polsce mamy zaledwie kilku, a jedna wizyta u zoopsychologa kosztuje ok. 80-150 zł. W Polsce to jednak raczej treserzy psów pełnią jednocześnie rolę psychologów. - Zainteresowanie kierunkiem psychologia zwierząt jest spore wśród studentów, ale i osób starszych - ocenia Anna, absolwentka tego kierunku w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej w Warszawie - ja traktuję to raczej jako dodatkowy kierunek i hobby. Wiedza i umiejętności przydają mi się w hobbystycznej hodowli psów rasowych oraz przy tłumaczeniach książek na temat zwierząt - dodaje Anna, która na co dzień jest tłumaczką języka niderlandzkiego i niemieckiego, a także lektorką tych języków na uczelni. - Tak specjalistyczna wiedza z zakresu zachowań zwierząt wykorzystywana jest też rzeczoznawców i firmy ubezpieczeniowe, czasem w sądach- dodaje.
Nie ujęte w klasyfikacji zostały natomiast zawody sekserki czy tanatopraktora. O ile sekserka jest raczej zawodem wymierającym, to tanatopraktor nie może narzekać na brak zajęcia.
Sekserka czy sekser to osoba określająca płeć ptaków, najczęściej kurcząt. Ich praca jest ważna, ponieważ to od niej zaczyna się hodowla na fermie i od ich precyzyjności zależy zysk ferm. Selekcję przeprowadza się nie później niż 24 godziny po wykluciu się, potem następuje zanik cech płciowych. Do tego zawodu trzeba mieć długie, silne palce, doskonały wzrok, wrażliwość na tonacje barw i zdolność do utrzymania pełnej koncentracji przez wiele godzin. Dawniej egzamin państwowy zdawało na ogół ok. 30 proc. absolwentów kursu. Polskich sekserów szkolił Japończyk, ekspert FAO Czikao Mitsujasi. Ile można zarobić w tej profesji? Zależy od fermy, właściciele płacą kilkadziesiąt groszy od rozpoznanego ptaka. Sekserom najlepiej wiodło się w latach 90-tych, teraz fermy coraz częściej stosują genetyczne metody rozpoznawania ptaków po upierzeniu. Od kilkunastu lat w Polsce nie prowadzi się już żadnych kursów seksowania.
Wymierającymi zawodem wydaje się też arkadownik obsługujący tzw. żakardy, czyli tradycyjne maszyny tkackie, w których powstają m.in. stroje do filmów. Polska wysyła wyroby arkadowników do Hollywood, ale teraz wielu charakteryzatorów i kostiumologów decyduje się na gotowe wyroby z Chin.
Rozkwit rynku prawdopodobnie nastąpi w usługach tanatopraktorów. Adam Rakowski, tanatopraktor i technik sekcji zwłok nie lubi chwalić się swoją profesją, jednak na zarobki nie narzeka. - Bywa, że zarabiam ponad 10 tys. zł miesięcznie. W Polsce to wciąż jest duża nowość. Ludzie nie potrafią mówić o śmierci, a praktycznie każdy przygotowywany do pogrzebu ma na sobie makijaż, a w skrajnych przypadkach musimy dokonać cudów, żeby przywrócić dawny wygląd zmarłego - wyjaśnia.
Nietypowych profesji jest jeszcze sporo na liście ministerstwa, Monika Tryc zachęca jednak do wyboru tradycyjnych zawodów: - Na rynku najczęściej pojawiają się jednak typowe oferty pracy: asystentka, handlowiec, menedżer. Studentom, a także osobom decydującym się na kierunek studiów radziłabym wybierać kierunki zgodne z zainteresowaniami i jednocześnie pokrywające możliwie szeroki zakres wiedzy. Dzięki temu i dzięki stałym obserwacjom zmian zachodzących na rynku pracy, taka osoba będzie mogła dopasować się do oczekiwań potencjalnych pracodawców. To pomoże w przyszłości uniknąć rozczarowań - radzi Monika Tryc.
Dla ginących i nietypowych zawodów wsparcie przygotowała jednak Unia Europejska. Małopolscy przedsiębiorcy wykonujący tzw. ginące zawody ? introligatora, kowala czy kaletnika, mogą otrzymać unijne dofinansowanie na inwestycje. Zarząd województwa rozdzielił 11 marca na ten cel prawie 33 mln zł dotacji. Zatwierdzone do dofinansowania projekty to w większości inwestycje w zakresie ochrony zdrowia, działalności produkcyjnej, usług dla ludności, budownictwa, mechaniki i diagnostyki pojazdów oraz poligrafii i gastronomii. Dofinansowanie otrzymały nie tylko projekty o charakterze innowacyjnym, ale również nawiązują do przedsiębiorczych tradycji regionu, wśród nich m.in.: introligator galanteryjny i poligraficzny, kowal czy kaletnik. Z funduszy europejskich dla przedsiębiorców w ramach programu zostało wybranych 870 projektów, które otrzymają łącznie blisko 330 mln zł. Trzeba trafić w niszę rynkowa i odpowiedni moment.
Źródło: Onet Biznes





