Serwis społecznościowy nadaje się równie dobrze do prowadzenia małżeńskich sporów, co do wgrywania zdjęć z wakacji
Strona, która ma już 400 milionów użytkowników i wciąż się rozrasta, może wkrótce zastąpić restauracje jako miejsce, gdzie swarliwi kochankowie wybierają się, by urządzać sceny.
Jak brzmi kłopotliwa cisza na Facebooku? Jeżeli nie wiecie, to prawdopodobnie nie macie znajomych takich jak James Gower i Ashley Andrews, 22-latkowie ze Spring w stanie Teksas, którzy są razem od liceum, zaręczyli się i w maju biorą ślub.
Gower, mistrz złośliwej aktualizacji statusu, napisał w styczniu: "Jak to jest, że moje urodziny trwają tylko jeden dzień, ale mojej kobiety cały cholerny tydzień?". Andrews, która najwyraźniej nie puszcza takich zaczepek płazem, zamieściła komentarz: "ODPUŚĆ SOBIE!!! WRR!!!!!!".
Gower w odpowiedzi określił swoją narzeczoną epitetem, którego nie wypada tu przytoczyć, a wymiana stała się internetowym odpowiednikiem rzucania talerzami na przyjęciu.
W końcu zainterweniowała 22-letnia Skyler Hurt, przyjaciółka i druhna przyszłej panny młodej: "Hej, ludzie, wiecie, że my to wszystko widzimy??".
To pytanie ostatnimi czasy bywa zadawane dość często, jako że pary, które niegdyś musiały wyjść z domu, by upublicznić swą kłótnię, dziś drą koty na Facebooku. Sarkastyczne notki na profilach, demonstracyjne zmiany w "statusie związku" ? społecznościowy serwis nadaje się równie dobrze do prowadzenia małżeńskich sporów, co do wgrywania zdjęć z wakacji. Strona, która ma już 400 milionów użytkowników i wciąż się rozrasta, może wkrótce zastąpić restauracje jako miejsce, gdzie swarliwi kochankowie wybierają się, by urządzać sceny.
Odbijanie piłeczki na Facebooku stało się na tyle powszechne, że zaczęły powstawać strony w rodzaju Lamebooka, dokumentujące najostrzejsze sprzeczki (które zwykle są też najśmieszniejszymi). Na samym Facebooku zaś można dołączyć do kilku grup o nazwach w rodzaju "Nie Znoszę Ludzi/Par Kłócących Się Publicznie na Facebooku".
Pokusa, by publicznie się znieważać, w przypadku większości par przegrywa z chęcią pokazania znajomym, że związek jest szczęśliwy, bez względu na to, czy tak rzeczywiście jest. Ale dla niektórych osób kłótnie na oczach innych są tak naturalne jak trzaskanie drzwiami.
Choć winę nieraz ponosi porywczy charakter któregoś z partnerów (albo obojga), ludziom takim jak Gower Facebook stwarza też szansę: jak inaczej bowiem zwróciłby uwagę znajomych na to, jak traktuje go jego przyszła żona?
? Moi przyjaciele są wobec niej uprzedzeni, a jej przyjaciele są uprzedzeni wobec mnie ? mówi Gower. Uzewnętrznianie swych żali na Facebooku "to sposób, by przedstawić ludziom moją wersję wydarzeń. Dzięki temu nie patrzą na sprawę tylko z jej perspektywy. Andrews przytakuje swojemu narzeczonemu. ? Kiedy kłócimy się w domu, nie ma z nami nikogo. A tak wszyscy nasi znajomi mogą to skomentować.
Gwoli ścisłości, zarówno Gower, jak i Andrews zapewniają, że dobrze im razem i z pewnością będą szczęśliwym małżeństwem. Swoje Facebookowe przekomarzanie uważają za świetną zabawę i nie martwi ich utrata prywatności.
Prywatność na Facebooku to zresztą skomplikowana sprawa, o czym doskonale wie większość użytkowników. Nagminne są nie tylko reklamy od firm, które ? cóż za niespodzianka! ? wiedzą, gdzie każdy z nas studiował, ale i samemu Facebookowi zdarza się pomylić adresatów prywatnych wiadomości. Skrzynka odbiorcza jednego z redaktorów "Wall Street Journal" została ostatnio zalana liścikami z intymnymi zwierzeniami obcych osób.
Niektórym spierającym się na Facebooku parom zależy głównie na opinii innych osób. Ryan Stofer, 19-letni student z Hutchinson w stanie Kansas, twierdzi, że kłócił się publicznie z byłą dziewczyną, ponieważ musiał bronić swojej reputacji. ? Ona zwierzała się swoim znajomym na Facebooku, jakim złym byłem chłopakiem, a ja na to odpowiadałem. Wcale nie, byłem w porządku ? wspomina. W końcu przyjaciele Stofera mieli już na tyle dość tych ciągłych docinków, że założyli w ramach protestu specjalną grupę na Facebooku.
34-letnia Leah Ackerman-Hurst, która wkrótce rozpocznie studia pielęgniarskie w Alameda w Kalifornii, przyznaje, że czasem skarży się przyjaciołom na Facebooku na swojego męża Caleba. W niedawnej aktualizacji statusu nazwała go "Pacanem Pacanowskim", ponieważ kazał jej pozbyć się ich mopsa. Zapewnia, że jej komentarze (na ogół) są żartobliwe, choć znajomi i tak często stają po czyjejś stronie. ? Piszę coś o nim z przymrużeniem oka, a oni biorą to na poważnie ? mówi. Taka sytuacja miała miejsce kilka tygodni temu, gdy dwie przyjaciółki planujące kobiecy wieczorek celowo jej nie zaprosiły, ponieważ "ich zdaniem okazałam brak szacunku dla męża na Facebooku" ? mówi ze śmiechem. ? Mój mąż na to oświadczył: "One najwyraźniej cię nie znają".
Niektórzy eksperci od małżeństw twierdzą jednak, że prowadzenie kłótni na Facebooku, nawet dla żartów, wcale nie jest śmieszne. Tendencja do upubliczniania prywatnych waśni jest oznaką stopniowego, ale znaczącego słabnięcia autorytetu małżeństwa.
? Od epoki wiktoriańskiej po lata 50. XX wieku małżeństwo było uznawane za bezpieczne schronienie przed bezwzględnym światem ? mówi Michael Vincent Miller, psycholog i autor książki "Intymny terroryzm: Kryzys miłości w erze rozczarowania". ? Dążenie do tego ideału ? podkreśla ? nakazywało nie afiszować się z różnicą zdań, by na zewnątrz stwarzać wrażenie harmonii.
Ale kiedy za sprawą kontrkultury lat 60. i 70. zapanował nowy model otwartości w stosunkach małżeńskich, "tamten ideał współżycia zaczął odchodzić do przeszłości" ? dodaje Miller. Przekonanie, że kochające się osoby publicznie zawsze powinny mówić jednym głosem, wydaje się dziś staroświeckie, a wręcz naiwne, zwłaszcza w odczuciu pokolenia wychowanego na programach Oprah Winfrey i Jerry Springera.
? Dziś w kulturze popularnej małżeństwo coraz częściej przedstawiane jest jako związek dwóch bardzo autonomicznych i egoistycznych osób, toczących ze sobą wojnę ? mówi Miller ? a każda z nich pragnie dowieść własnych racji i wykazać, że ta druga się myli.
Ta charakterystyka znajduje potwierdzenie w stworzonym przez Jerry Seinfelda i nadawanym na NBC w najlepszym czasie antenowym programie "The Marriage Ref", w którym komisja złożona z gwiazd wysłuchuje kłótni między małżonkami i dyskutuje, kto ma rację. "Widzowie po raz pierwszy będą mogli obejrzeć te sprzeczki, przeanalizować je i wybrać zwycięzcę", czytamy w opisie programu na stronie NBC.
Ale kłócące się na oczach przyjaciół pary na ogół nie zdobywają ich wsparcia, a częściej przekonują ich, że w ogóle nie powinny być razem, twierdzą terapeuci małżeńscy. Tak bez wątpienia jest ze znajomymi z Facebooka, którzy podobnie jak większość świadków publicznych scysji są rozdarci, niepewni, czy interweniować, czy się nie wtrącać. "Tylko tu mam okazję obserwować wasze wzajemne relacje, i nie wygląda to ciekawie", napisała Hurt, przyjaciółka Gowera i Andrews.
Hurt wyraziła w ten sposób zdanie wielu użytkowników Facebooka. Jak sama twierdzi, jej próby pogodzenia przyjaciół ? czy to w sieci, czy w świecie realnym ? po części mają na celu zawstydzenie ich i przywołanie do porządku.
? Muszę wydać ponad 200 dolarów na ubrania na ten ślub ? mówi Hurt. ? Ciągle mamy przymiarki i różne imprezy. A w tym samym czasie ich związek rozpada się na Facebooku.
Utrata wsparcia przyjaciół i bliskich nie wróży dobrze małżeństwu w dłuższej perspektywie, twierdzi Brad Wilcox, dyrektor National Marriage Project na University of Virginia. ? Ludzie radzą sobie lepiej w małżeństwie, gdy mogą liczyć na rodzinę i przyjaciół ? dodaje Wilcox. ? Kiedy zabraknie tego wsparcia, mogą pojawić się poważne problemy.
Gower i Andrews wyśmiali sugestię, jakoby ich związek przeżywał kłopoty. Zapewniają, że wszystko gra, a w maju na pewno pójdą do ołtarza. To nic, że Gower niedawno zmienił swój status związku z "Zaręczony" na "To skomplikowane", by potem tego samego dnia przywrócić pierwotną wersję.
? To był tylko żart, żeby ją wkurzyć ? mówi, po czym przerywa na chwilę. ? O, właśnie na mnie krzywo spojrzała.
Źródło: Onet.pl





