Z początkiem nowego roku w życie wejdzie rozporządzenie Ministra Finansów, które będzie nakazywać prawnikom świadczących usługi dla ludności oraz lekarzom prowadzącym prywatne gabinety zainstalowanie kas fiskalnych. Nowa grupa podatników będzie miała czas najpóźniej do końca kwietnia 2011 roku na dostosowanie się do nowych przepisów. Pomysł na zamontowanie kas fiskalnych w gabinetach i kancelariach nie jest rzecz jasna nowy. Takie postulaty słyszeliśmy już kilkukrotnie. Także same środowiska prawników i lekarzy od kilku lat starały się storpedować wszelkie próby zmiany przepisów. Jako argument podawały m.in. to że pracują w zawodach zaufania społecznego i nikt nikogo nie oszukuje. Wszystko wskazuje na to, że lekarze i prawnicy jednak walkę tą przegrają. Ministerstwo Finansów spodziewa się, że zmiana regulacji przyniesie wzrost wpływów do budżetu. W nowe urządzenia będzie musiało wyposażyć się bowiem ok. 300 tysięcy punktów, co sprawi że całkowita liczba kas fiskalnych na rynku wzrośnie do ok. 1,8 mln sztuk. Refundacja części zakupów kas fiskalnych może kosztować budżet państwa ok. 250 mln zł. Fiskus będzie musiał także zaostrzyć kontrole i sprawdzić czy paragony rzeczywiście są wystawiane. Z samej zmiany prawa najbardziej cieszą się chyba producenci kas, którzy zarobią najwięcej.
Nowe przepisy wprowadzają obowiązek posiadania kas fiskalnych dla m.in.:
- usług księgowych, rachunkowych
- firm sprzedających bilety na wydarzenia sportowe, rozrywkowe i kulturalne
- usług tłumaczeń
- usług detektywistycznych
- usług rekrutacji pracowników
- usług pogrzebowych
Kasy zainstalować będą musieli także przedsiębiorcy rozliczający się do tej pory na podstawie karty podatkowej. Z instalowania kas zwolnieni będą początkujący przedsiębiorcy, Ci których roczne obroty nie przekroczą 40 tys. zł, sprzedawcy tzw. usług sieciowych np. prądu, gazu oraz takie usługi jak: pocztowe, telekomunikacyjne, finansowe. Fiskus utrzymał także zwolnienia dla firm sprzedających część usług w sposób bezobsługowy np. automaty oraz dla sprzedaży towarów i usług w sposób bez gotówkowy przy pomocy kont bankowych lub usług pocztowych.
Źródło: blog.accadia.pl



Mój Blog


Rzecz jasna nie chodzi tutaj o sprawdzenie poziomu stresu pracowników sektora bankowego, ale o skontrolowanie przypuszczalnego zachowania banku w momencie powtórzenia się kryzysu oraz jego kondycji finansowej.
Jeszcze w uszach dzwonią wypowiedzi polityków, bankowych analityków i ekspertów o kryzysie, recesji i trudnych czasach. Jeszcze pyl po ostatnim kryzysie nie opadł, gdzieniegdzie nadal płoną kryzysowe ogniska. A co robią banki? Międzynarodowe banki otworzyły na nowo transferowe okno roszad kadrowych. W kręgu zainteresowań są ludzie młodzi, wykształceni, utalentowani i dobrze rokujący na przyszłość. Do tego najlepiej, gdyby posiadali doświadczenie w branży finansowej i sektorze bankowym. Gdzie znaleźć takich pracowników? Najlepiej u konkurencji. Specjalistom gotowym na "zmianę barw klubowych" oferuje się stabilne zatrudnienie i pokaźne uposażenie. Taka polityków banków nie podoba się rzecz jasna wielu ludziom. Przede wszystkim przeciwne są organy nadzorujące banki, które walczą z wielomilionowymi wynagrodzeniami kierownictw oraz zwykli akcjonariusze banków, którzy sami woleliby otrzymać większe dywidendy z akcji niż dzielić się swoimi pieniędzmi z kadrą zarządzającą. Dodatkowo przeciwnicy podkupowania pracowników twierdzą, że tak wysoce opłacany pracownik nie będzie miał motywacji do działania i zwiększania zysków banku. Do największej liczby takich transferów personalnych doszło ostatnio na rynku azjatyckim, gdzie przeprowadzono kilka poważnych fuzji w sektorze bankowym.